Operacja bariatryczna to tylko otwarta furtka — nie magiczna pigułka. Marta wycisnęła ze swojej szansy absolutne 100%: setki godzin treningu, żelazna dyscyplina przy stole, zero dróg na skróty.
Żadnych filtrów, żadnego światła ustawionego pod mięśnie. Ludzie z pracą, dziećmi i normalnym życiem, którzy zdecydowali się zrobić to porządnie. Każda z tych historii zaczęła się od jednej rozmowy.
Operacja bariatryczna to tylko otwarta furtka — nie magiczna pigułka. Marta wycisnęła ze swojej szansy absolutne 100%: setki godzin treningu, żelazna dyscyplina przy stole, zero dróg na skróty.
Prowadzi dużą firmę i zespół, jest tatą i partnerem — czasu miał najmniej ze wszystkich moich podopiecznych. Mimo to trenował, boksował i szykował posiłki na cały dzień. 84 dni, 13 kg, ani jednego tygodnia przerwy.
Keto, post, katering — próbował wszystkiego. Przełom nastąpił, gdy zaakceptował, że nie ma dróg na skróty. Wzięliśmy się za porządną organizację i rzetelną pracę.
Zaczynaliśmy od stu kilogramów. Czerwiec, lipiec, sierpień — trzy miesiące konsekwentnej redukcji i sylwetka, która przez lata siedziała schowana, wreszcie wyszła na wierzch. Waga końcowa 85 kg, a zaraz po zejściu bierzemy się za budowę jakościowej masy.
Przyszedł, żeby zgubić brzuch. Skończyło się na reorganizacji całego życia — dieta, trening, zarządzanie czasem mimo pracy za granicą. Na rocznicę współpracy przycisnęliśmy i sam byłem pod wrażeniem wyniku.
Chodził na siłownię od zawsze, ale sama siłownia nie wystarczy, jeśli kuchnia pracuje przeciwko tobie. Powiedziałem mu wprost: wiek nie ma tu znaczenia, jedynym wyzwaniem jest pobicie samego siebie.
Nie każda metamorfoza zaczyna się od nadwagi. Patryk był już w formie — chodziło o zejście z ostatnich kilogramów bez oddawania mięśni. Pięć tygodni ostrego minicutu, sześć kilogramów mniej i sylwetka gotowa na kolejny etap.
Wrócił do formy po latach przerwy. Ciało pamiętało trening, ale nawyki żywieniowe trzeba było zbudować od nowa. Piętnaście kilogramów mniej i zupełnie inna kompozycja sylwetki.
Zaczęło się nie od diety, a od pytania: kim jesteśmy i kim chcemy być. Janusz zszedł ze 116 na 96 kg, Zosia z 69 na 57. Razem trzydzieści dwa kilogramy mniej — i styl życia, który trzymają do dziś, bo zmienili nawyki, a nie tylko jadłospis.
Przyszła z problemami żołądkowymi, nie z celem sylwetkowym. Poukładaliśmy jadłospis, przywróciliśmy mikroflorę, a 23 kg mniej okazało się efektem ubocznym zdrowego stylu życia. Dziś szykuje się do Hyroxu.
Przygotowanie w warunkach, w których nie da się kontrolować niczego poza własną decyzją. Dziesięć tygodni pracy zakończone pierwszym miejscem na zawodach.
Trenowała od zawsze, ale dieta wymykała się spod kontroli. Twarde poukładanie jadłospisu zrobiło robotę. Dziś startuje w bikini fitness, wraca z medalami i prowadzi własnych podopiecznych.
Nie obiecuję cudów w dwa tygodnie. Obiecuję system, który działa, jeśli zrobisz swoje. Zadzwoń albo zostaw dane — powiem ci wprost, czy mogę ci pomóc.